Ksiega Gosci

[Patrz]
[Dodaj]

:Ja:
tak
czerwony, puma jamaica, adidas, "buenaventura", karate, mercedes, smirnoff, czekolada, przyjaciele, soczewki, angielski, japonia, ronaldo, matematyka, muzyka, queen
nie
różowy, solarium, szachy, kasza, okocim, cisza, ich troje, francja

:Linki:
Oni
o-c-e-n-k-i
lekka-ocena
my-oceniamy
bebulka
momo-adachi

Cola
Coca-Cola po polsku :)
Coca-Cola Strona główna :)

:Archiwum:
2012
kwiecień
2006
październik
marzec
2005
grudzień
maj
kwiecień
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty

:Kontakt:
Moje Gadu:



Lay by :
Domcia &
Cola
witaj w 2012. po 5 latach przerwy..
Powrót do domu. Kubek kawy. Duży kubek. Mocna kawa.I ten blog... Po tylu latach nadal tu jest ! Przypomniałam sobie o nim dzisiaj.. Pomyślałam, że jeżeli jakimś cudem okaże się, że nie został skasowany - to dodam dziś na niego notkę. Po 5 latach.. a tak naprawdę to tych lat było więcej, bo te ostatnie to tylko pojedyńcze 'dźgnięcia' z tego co widzę. Przez chwilę kusiło mnie, żeby go przeczytać, ale.. nie chcę. Zapomniałam już o tamtym życiu :) Poza tym jestem więcej niż pewna, że mój poziom artyzmu w gimnazjum i liceum był na tyle niski, iż czułabym się teraz zażenowana czytając to. Ten szał blogowy, potem prawie utrata tajemnicy, kłamanie, żeby wszystko odwrócić i sprawić aby każdemu zatarła się granica i nie rozumiał czy czyta prawdę czy kłamstwo.. Hm.. Fajne czasy :)

W życiu każdego człowieka bywają lepsze i gorsze okresy. Ja przez ostatnie pół roku miałam zdecydowanie ten gorszy i to przez względy zdrowotne. Walczę, bo mam w sobie ducha walki a obok siebie cudownego mężczyznę, który zawsze mnie wspiera. Moja atrakcyjnośc fizyczna - jakakolwiek była, uciekła gdzie pieprz rośnie. W bardzo szybkim czasie przytyłam 8kg co mocno odbijało się na mieszczeniu się w starą garderobę :) Zbladłam, nagle dostałam 'młodzieńczego' trądziku a włosy wypadały garściami. Źle się czułam, źle wyglądałam. A tu przyszła wiosna. Słońce, zieleń. Wychodząc patrzyłam na wszystkie piękne kobiety, dobrze ubrane, pięknie pachnące. No i nadeszła chwila prawdy. Najpierw zastanowiłam się jak to możliwe, że ukochany mnie nie zostawił - musi mnie naprawdę kochać. A miłość jest ślepa ;) Byłam zła na siebie. Nigdy nie doceniałam swojego wyglądu i zdrowia, nigdy nie podkreślałam swoich zewnętrznych zalet. Teraz wyglądam gorzej, niby doceniam, a nadal nic z tym nie robię. No i co.. Stypendium, wypłata, oszczędności i...na zakupy. Piękne, jasne czółenka z doskonałej skóry w bardzo okazyjnej cenie! Marynarka, czerwony płaszcz, popielata bluzka, nowe perfumy, nowy lakier do paznokci i duuuuużo sexownej bielizny :) 
Dziś był taki dzień. Od kilku dni jestem sama, gdyż narzeczony (tak, tak - narzeczony ;)) przebywa w stolicy. Wstałam rano, przepiękna pogoda.. W planach miałam tylko szybką kawę z dawno nie widzianą koleżanką i dwie godziny w laboratorium. No to co.. Prysznic, depilacja, paznokcie, makijaż, nowe buty, marynarka. Nawet włosy ułożyłam ! Wyglądałam no... hm.. minimum od pół roku nie było tak dobrze :) Niesamowite jak bardzo poprawiło mi to humor. Czy my kobiety jesteśmy trochę jakby.. próżne ? Chyba nie. W każdym bądź razie czułam, że nie odstraszam swoim zaniedbaniem każdego przechodnia. Po laboratorium spotkałam się z koleżanką, zjadłyśmy obiad, a na koniec wybrałyśmy się do pobliskiej gigantycznej galerii handlowej. No tak. Nie wspomniałam, że studiuję w wielkim mieście. A właściwie to kończę studia. Czas studiów przebiegał różnie. Ciężki kierunek. Potem dwa. Potem aż 3 szkoły jednocześnie. Jedn związek. Potem drugi. Złamane serce. Przerwa. Zmieniłam podejście i wyobrażenie swojego 'ideału mężczyzny' i znalazłam swojego księcia :) No ale wracam już do dziś i do tego dlaczego akurat dziś po latach przypomniałam sobie o blogu. No cóż... Spotkałam go. Akurat w TYM mieście, akurat w TYM miejscu. Po 4 latach absolutnego braku kontaktu. hah. Tak Sokół, o tobie piszę. Wydawało mi się, że śnię. Zjeżdżał schodami z piętra 'cateringowego'. Z kolegą. Ubrani w garnitury. Roześmiani. Dorośli mężczyźni. Musiałam mieć przerażony wyraz twarzy, bo koleżanka odrazu zareagowała pytając co się stało i kto to jest. Nie zauważył mnie. Nie wiedziałam co mam zrobić. Krzyknąć, pobiec? A może zwiać? Ale niby dlaczego zwiać? Przecież kończyliśmy znajomość w pokoju. Ostatnie lata jeszcze odzywaliśmy się czasem do siebie ot tak, żeby pogadać. Tomek bardzo szybko na studiach wyleciał do stanów. Bogatych rodziców było na to stać. Tam studiował i pracował robiąc za pewne niezłą karierę (zapewne akademicką również..). Potem kontakt się urwał. Nie wiem jak było dalej. W każdym bądź razie byłam w tak gigantycznym szoku, że po prostu nie miałam pojęcia jak się zachować, a kiedy jakiś pomysł przyszedł mi do głowy było już za późno. Szybko się otrząsnęłam, zaśmiałam się do znajomej, że to dobry kumpel z 'dzieciństwa' i że nie widziałam go od czterech lat. Zdziwiła się, że nie zaczepiłam go. Racja. To było dziwne. I wiecie co jeszcze zrobiłam ? Poprawiłam włosy i przejechałam błyszczykiem usta. Też nie wiem dlaczego. I pomyślałam, że to musiał być jakiś głos z góry, że akurat dzisiaj po tak długim czasie wreszcie o siebie zadbałam ! Wyglądam dobrze, dobrze pachnę i czemu do jasnej cholery się nie przywitałam. On wyglądał świetnie, mogłam pokazac się z tej samej strony :) Weszłyśmy do sklepu. A właściwie kilku sklepów w różnych miejscach. Wyszłyśmy. Po czym musiałyśmy się już żegnać. Odprowadziłam znajomą do schodów, a sama zawróciłam i pojechałam na górę. Cały ten czas miałam w głowie widok sprzed kilkudziesięciu minut. Wjeżdżałam spokojnie. I.... Byli tam :) Zbliżali się do schodów chcąc zjechać. Mój szok trwał już tylko sekundę, widziałam go po raz drugi. Usmiechnęłam się od ucha do ucha. Ale jego mina.. Jakby zobaczył ducha. 
- Czy ja dobrze widzę ?
- Cola ! 
Uścisnęliśmy się :) Trwało to odrobinę za długo, więc puściłam i spojrzałam na jego kolegę
- to jest Adam
- Kasia
- bardzo mi miło 
- Adam, to jest Cola, moja miłość licealna. cola kobieto co ty tu robisz, świetnie wyglądasz
- to ja powinnam zadać ci to pytanie. ja jestem tu już piąty rok !
No cóż.. Pierwotne hm.. skrępowanie ? Zaszokowanie szybko minęło. I rozpoczęła się rozmowa. Taka, jakby tej przerwy nigdy nie było. Nigdy ! Humor miałam tak niesamowicie (przepraszam za przekleństwo) zajebisty, że tego nie da się opisać. Czuliśmy się tak swobodnie..
- kawa ? - rzucił przy schodach szybko Tomek i przenieśliśmy się do kawiarni na piętrze.
Zostawiłam torebkę na siedzeniu, obraliśmy dobry stolik, trzeba było go pilnować i z portfelem ruszyłam za chłopakami do lady. Czytałam spokojnie tablicę kaw kiedy Tomek powiedział bardzo głośno
- Chryste, Cola nie przynoś mi wstydu, to nie gimnazjum..
Moje tępy wzrok wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Dodał:
- daj sobie raz postawić kawę. Widzi pani (do ekspedientki, oparty łokciem o szklaną wystawkę ciast) kobiety potrafią być takie niestosowne. Babeczka się roześmiała. Żebyście to widzieli. Gdzie mój Sokół sportowiec :) Co tu robi ten nieziemsko przystojny casanova pod krawatem?
Aha, okej. To zamówiłam najdroższą kawę z rumem, największy sernik i jeszcze dwie przecudowne pralinki. Teraz to on się śmiał. 
- wiesz, myślę, że będę też miała ochotę na drugą kawę. 
Ale śmieje się tak samo jak kiedyś. Usiedliśmy przy stole i się zaczęło. Gadanie. Co ktoś opowiadał o sobie, to za chwilę jakiś żart, anegdotka i śmiech. Niesamowite. Opowiadał o tym jak rzuca programowanie (informatyk) dla biznesu i nieruchomości, ja poopowiadałam o swoich planach, o swoich szkołach, stażach, o tym jak chcę wejść w przemysł i co chcę robić. I wtedy to nastąpiło.
Adam: prawdziwa kobieta sukcesu ! do tego jaka piękna ! Tomasz popełniłeś życiowy błąd pozwalając odejść takiej damie!
Sokół: no cóż.. kto mógł wiedzieć, że tak będzie wyglądać za 5 lat.
:O ten chamski komentarz sprawił, że strzeliłam mu mięśniaka. Dobrze, że to był żart, bo inaczej dostałby gdzie indziej.. Po mięśniaku dodał
- ale cała reszta się nie zmieniła widzę.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. I nadal rozmawialiśmy. Jak kumple. Po prostu jak przyjaciele z piaskownicy. Nie jak była para, nie jak potencjalna para. Jak rodzeństwo. Trwało to wszystko jakieś czterdzieści minut. W końcu Adam znów wypalił
- Tomasz (Tomasz!? wtf.. jak to dziwnie brzmi :) dla mnie zawsze będzie 'sokół') nigdy nie mówił, że ma w [nazwa miasta] takią koleżankę. Szkoda, bo moglibyśmy poznać się wcześniej...
- Mogliśmy się też nigdy nie poznać, a jednak właśnie się poznajemy :)
Sokół po tym komentarzu uśmiechnął się popijając łyk kawy. Jeszcze kilka zdań i Adam
- to może Katarzyna wybierze się ze mną na następną kawę ? tym razem bez przyzwoitki ?
zrobiłam smutną minę w żartobliwy sposób i odpowiedziałam
- żałuję, ale nie mogę.
- dlaczego ?
- bo to prawdziwa feministka, z krwi i kości - Sokół przysunął się bliżej stolika. spojrzałam na niego, przesunęłam językiem po zębach przy zamkniętych ustach, to znany nam gest - oho, zdenerwowała się, zaraz będzie cięta riposta ! Sokół udawał przestraszonego
Uśmiechnęłam się przekornie, wyciągnęłam prawą rękę do Adama 
- bo jestem zaręczona i nie sądzę, żeby spodobało się to mojemu narzeczonemu.
Cisza.. Jedna sekunda, druga sekunda... Nie patrzyłam na Sokoła tylko na Adama, a szkoda. Zżera mnie ciekawość jaką miał minę.
- no cóż.. kolejna cudowna kobieta stracona. ale gratuluję, wypijmy za to - Adam podniósł swój kubek kawy.
- gratuluję temu szczęśćiarzowi - sokół uśmiechnął się ciepło i podniósł swoją filiżankę - biedak jeszcze nie wie co go czeka. No i wypiliśmy po 'toaście'.
I dalej rozmawialiśmy. Tym razem o związkach. Sokół dużo mówił, ale ani słowa o obecnym stanie 'cywilnym', że się tak wyrażę. A ja byłam taka ciekawa !!! Dziwne. I strach przyznać się przed samą sobą, ale.. Chyba jakaś jedna setna procenta mnie.. Poczuła do niego przyciąganie. I jednej setnej procenta mnie było przykro, że on był taki bez emocji.. Był szczęśliwy, zadowolony ze spotkania.. Ale nic, absolutnie już nic z tych starych uczuć nie pozostało.. Czy to straszne, ze tak o tym myślę? Kocham mojego Adama (tak, też Adam :)). Zgodziłam się spędzić z nim resztę życia. Chcę tego. Czuję się szczęśliwa.
Więc skąd ta jedna setna procenta...? No skąd...?
Spotkanie dobiegło końca dość szybko. Ale wymieniliśmy się numerami i obiecaliśmy sobie kolejną kawę, póki będzie tutaj...

Coca-Cola life... 2012-04-23 18:51:08
skomentuj (0)
This Is Not Miami
Przyszedł weekend. Kolejny kurweski tydzień w końcu się skończył.. Ile człowiek może znieść żyjąc takim tempem? Zrezygnowałam z treningów z innych zajęć. A mimo wszystko każdego dnia czuję się bardziej zmęczona niż kiedyś.. Szkoła, kółka, korki.. Każdego dnia. I tylko jedna myśl w głowie MATURA ;/ Pomijając fakt, że w domu nie ma innego tematu - męczy mnie to wszystko.. Ekipa melanżuje na studiach. Dzwoni, pisze, że kocha, a jednak.. Ech..

Szkoda moich nerwów..

Jutro Sensation ;)
This Is Not Miami..
This Is Sensation.. Wrocław - KOCHAM


Coca-Cola life... 2006-10-28 00:36:03
skomentuj (1)
"..stop.."
Filip.. Mój Filip. Największy cham i prostak jakiego znam :) A jednocześnie osoba, przy której zawsze jestem "w gotowości". Ktoś, kto pomaga dosięgnąć mi chmur. To on jednym spojrzeniem ocenia osobę, to on potrafi wyśmiać każdego prosto w twarz. To na jego widok, młodsze roczniki chowają się po kątach, bo boją się ośmieszenia, lecz wsiąż ciekawie spoglądają w jego stronę. To on nie boi sie wrzasnąć na całe gardło jakieś pikantne słówko, choć wokół pełno dorosłych. To on.. to właśnie on zapukał ostatnio do moich drzwi zalany łzami.. Po raz pierwszy w życiu widziałam jego łzy.. Takie łzy... To ten pozer, bestia, idol piętnastolatek.. Nie powiedziałam nic.. Nic, absolutnie nic... Wszedł do środka i przytulił się..
- Co się stało..? - ja byłam przerażona.. On spojrzał przed siebie, potem na mnie i powiedział:
- Siku mi się chcę - i uśmiech od ucha do ucha..
Nigdy w życiu nie uderzyłam go tak mocno jak wtedy...
- Ty.. Ty kurwa IDIOTO !!!!
Że ja się odrazu nie domyśliłam, że ten człowiek nigdy się nie zmieni :[ Złapał mnie za ręcę, ale we mnie jakaś bestia wstąpiła.. Okładałam go jak na ringu. Aż musiał mnie przerzucić przez biodro. Bolało.. :P
- Cola uspokój się, zwariowałaś? - Nie wiedział czy ma się śmiać czy nie.. Oczy szeroko otwarte, chyba go zszokowałam.
- Pierwszy raz tak mnie wystraszyłeś!! I jaja sobie robisz?
- Oj taki niewinny żarcik - =D
- :[
- No żartowałem... U okulisty byłem, jakieś gówno mi do oczu wkropił i od godziny wyje jak bóbr haha.
- aha...
Czego ja się spodziewałam po kimś, kto na próbnej maturze z języka polskiego napisał "szanowna komisjo. mając na uwadze państwa dobro i zdrowie, oszczędzę państwu konieczności sprawdzania kolejnej, pracy pisemnej. pozdrawiam"... Ledwo wszedł do pokoju, rozwalił się na kanapie, zaczął śpiewać już następny dzwonek do drzwi.
- Już? - zdziwił się
- Jakie już? Kto to jest?
- Aaaaahaha... Chciałaś zataić przed nami, że masz wolną chatę. Ale nie ma tak dobrze.
Jak otworzyłam drzwi to o mało nie zemdlałam: Morela, Karolina, Alicja, Ola, Mardok, Gruby, Rudy jeden i drugi, Siwy..
- ROBIMY SOBIE U CIEBIE SEANS FILMOWY..!!
8-|
No dobra.. Może to i w naszym środowisku normalne.. Ale ja jakoś humoru nie miałam tego dnia.. Zanim się zorientowałam dudniła już muzyka, w lodówce chłodziły się smirnoffy, a dziewczyny robiły tosty w kuchni :). I to mają być maturzyści?! Za dwa miesiące matura a oni jak balowali zawsze, tak dalej balują. Poszłam na górę sie przebrać. Nie słyszałam własnych myśli. Myślałam tylko o tym, jaki syf będę miała, kiedy już spalą te kolumny :P Ktoś zapukał do drzwi..
- Zajętę cholera jasna! - i w śmiech
Ale pukanie nie umilkło.. Jeszcze trzy ruchy błyszczykiem i zamaszyście otworzyłam drzwi, mając nadzieję, ze to Filip i będę mogła popisać się kolejną sztuczką, czyli zdzielić go miotłą :P Ale to nie był on.. Sokół.. =D
- Miałeś przyjść wieczorem?!
- :>
- Co tak wcześnie?
- :>
- Hm?
- :> Wyganiasz mnie?
- :>
- Co tam u mojego choruszka?
- :>
Wszedł do łazienki.
- Ekhm.. czy mógłbyś zamknąć drzwi z tamtej strony? :>
- Oczywiście.. - zamknął drzwi na klucz.. Ale od środka =D
A w głośnikach "I came for you". Cztery dni się nie widzieliśmy.. Każde z nas setki zajęć, zero czasu wolnego. Ale pogodziłam się z tym. Z niczego nie rezygnujemy. Z siebie też nie. 10 minut tylko dla nas. Uwielbiam zatapiać się w jego usta... I uwielbiam jak mnie nosi na rękach.. Chociaż kiedyś nie znosiłam jak ktokolwiek próbował mnie dotknąć..
- Masz gorączkę? - pocałował moje czoło
- Troszeczkę - zbyłam go i pocałowałam znów.
Zaniósł mnie na dół. Usiedliśmy na kanapie. Na stół poleciały pierwsze butelki. Odrazu dwa 0,7 przy naszym tempie 20minut i tego nie będzie :). Wyciągnęłam kieliszki. Polali.
- Pijesz? - Morelka spojrzała znacząco.
- A jak myślisz :>
I śmiech na sali. Rozpiłam się jednak przy nich.. I to nieźle.. :> Wypiliśmy trzy pod rząd. Standardowy początek. Polali czwartą kolejkę.
Sokół złapał mnie za rękę:
- Ty już nie pijesz.
- 8-| ???
Podstawowa zasada - albo mi się nie daje wogóle, albo do oporu.. Nie umiem skończyć na 3 kieliszkach :P Poważnie :)
- Brałaś jakieś leki?
I oprzytomnienie.. "o kuTwa..." antybiotyk :P
- Dobra.. Już nie piję..
- No ja myślę...
Ale te trzy kieliszki z Morelą i Karolą za barkiem w kuchni się nie liczą, prawda? :P Jeden był z miłość, drugi za s
Coca-Cola life... 2006-03-08 13:36:09
skomentuj (8)
(79...?)
- Bo jak już Ty coś wymyślisz to..
- Cola.. Ja cię proszę - trochę zaufania do mojej jakże wybitnie ZA-JE-BI-STEJ osoby.
- Filip... Gdybym chciała zniżyć się do Twojego poziomu, musiałabym położyć się na ziemi.. A wiesz.. Spodnie nowe i te tamte.
- Ohoho jakaś Ty dowciapna jesteś..
- Co nie..? :D
- Bo Coluś.. Sex dobrze się sprzedaje !!
- NIE ZROBISZ EROTYCZNYCH JASEŁEK, JASNE?
I.. rozłączyłam się :)

Minęło sporo czasu.. Tak dużo zmieniło się w moim zyciu. W pewnym momencie miałam wrażenie, że wszystko się skończyło.. Że nie ma już nic. Że straciłam wszystkie wartości w życiu, perspektywy.. Nagle zaczęło mi brakować sama nie wiem czego.. Próbowałam coś zmienić.. Na siłę.. Popełniłam trochę błędów. Dużo się nauczyłam.. Wróciłam tu bo.. chyba zaczyna się od nowa..? Sokoła nie było pół roku. Stypendium w USA. Mój kontakt z tą całą bandą po prostu zniknął. Byli inni.. Inne życie.. Inne wszystko. Nie wierzę w to, że chcemy znowu spróbować.. A jednak.. On był moim pierwszym facetem.. Tego co z nim przeżyłam nie da się opisac.. Tego jak było źle, kiedy go straciłam też nie.. Ale dopiero teraz.. Teraz kiedy miałam odwagę spróbować z kimś innym, wyrzucić Tomka całkowicie z mojego życia i budowac je z inną osobą.. Zrozumiałam.. Nie potrafię bez niego żyć. Tzn. gdy go nie ma czuję pustkę, czuję, że czegoś brakuje, że nie mogę być szczęśliwa. Nigdy nie umieliśmy powiedzieć na swój temat złego słowa. Ciągle pozostawał sentyment, chociaż nie byliśmy razem. Ciągle zazdrość, ból.. Chcę spróbować.. Bardzo.. Ale to ponad rok przerwy.. Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.. Boję się, że będę żałować.. Ale jeszcze bardziej boję się tego, że jeżeli nie spróbuję to nie wybaczę tego sobie do końca życia. A jeżeli to osoba, z którą będę już zawsze..? Wiem.. Mam dopiero "tyle" lat.. Ale widzę co się dzieje wokół mnie. Pary 2,3 lata razem. Zazdrość mnie ogarnia i smutek na myśl, że teraz, niedługo mogłaby być druga rocznica. Pocieszam się tym, że ta przerwa była potrzebna. Potrzebna mi była, żeby zrozumieć co miałam i straciłam. Znów nauczyłam się żyć sama. Tiwerdziłam, ze samej mi najlpeiej i nadal tak twierdzę ! Nadal sama rozwiązuję wszystkie swoje prblemy i daję sobię ze wszystkim radę. On tak samo.. Ale myślę, że z takich dwóch osobowości może powstać piękny związek. Już powstał. Zniknął. A teraz wraca..? On się zmienił..? Nie zmienił..? Nie wiem sama.. Był w Japonii. Nadal ma te same pasje. Nadal ja mam te same pasje. Nad ma ten sam sportowy styl.. Nadal ładnie mu w granatowym.. Nadal jest tak nieziemsko przystojny.. A ja nadal, nawet po tym wszystkim mam wrażenie, że na niego nie zasługuję... Bałam się go pocałować. Pierwszy raz od tak dawna. A jednak. Dzisiaj..
- "Baby make you (..) come on tell me! Tyryry..
- No dobra.. Przestań już śpiewać.
- Czemu..? - Zaśmiałam się i udałam obrażoną minę
- Za dużo piosenek mi się z tobą kojarzy
- Tomek wiesz.. - spuściłam wzrok - boję się.. Nie wyobrażam sobie tego.. Dopiero niedawno pogodziłam się z tym, że już zawsze będzie tylko przyjaźń.. Poradziłam sobie z tym i nagle..
Spojrzał w bok
- Nie chcesz..? - Popatrzył mi w oczy. Znał odpowiedź..
Usiedłam na schodach... Zaczęłam nucić:
"...pozwól mi odnaleźć, nasze najpiękniejsze dni..
zaczaruj moje serce, zostaw mnie bez tchu raz jeszcze.."
Roześmiałam się. Pocałował mnie.. Ot tak.. Nie wiem czemu miałam wrażenie, że to najpiękniejszy pocałunek w moim życiu.. I nawet te grube kurtki nie były w stanie nam przeszkodzić..
- No już.. Wystarczy - oderwał się ode mnie - a jutro zimnisko..
- Nieee.. - zaczęliśmy żartować - mało to na mrozie się przeżyło..? - i smiech
- Taaa...?
- Taaa...
- Ciekawe z kim te praktyki..
- A wiesz.. Dużo się ostatnio dziło..
- Wiem.. - przestał się śmiać.
- Sokół - zadziornym tonem próbowałam podtrzymać klimat - a od kiedy ty jesteś zazdrosny..?
- Od kiedy wiem, że ktoś jeszcze cię dotykał..
No i klimat momentalnie się zmienił.. Zauważył to jak dziwnie na mnie podziałały jego słowa. Załagodził:
- Ale już nikomu na to nie pozwolę.. Dobranoc kochanie
...
I still believe... :*

Coca-Cola life... 2005-12-11 01:37:19
skomentuj (8)
WOOOOW (78)
No jaki łach :)))
Dzisiejszy dzień w domku, bo wczoraj impreza do rana, ale...
..przed chwilą skończył się film "Virtual Sexuality" na polsacie hehe. Jack - jeden z bohaterów jest tak masakrycznie podobny do Sokoła, że kiedy zadzwoniłam, żeby mu powiedzieć, że ma włączyć TV odpowiedział, że jestem siódmą osobą, która dzwoni w tej sprawie :P

Ach ci blondyni :P
Coca-Cola life... 2005-05-28 23:53:19
skomentuj (16)
pozytywne wibracje... (77)
Rano (czytaj ok 14) wypełzłam na taras. Słońce świeciło.. Pomyślałam, że może położę się i troszkę opalę... Nawet założyłam górę od stroju. Rodzina wyfrunęła. Humor wciąż miałam straszny.. Tak jak wczoraj. Leżałam tak rozczochrana i prawie zasypiałam, kiedy usłyszałam nad sobą:
- Dzieńdoberek!
Poderwałam się gwałtownie. To był.. Tomek.. Przez pierwsze dwie sekundy tępo na niego patrzyłam, ale kiedy zorientowałam się, że to On i uprzytomniłam sobie jak wyglądam, poczerwieniałam z prędkością światła..
- Yyy... Co ty tu robisz???!!!
- Pachniesz pomarańczami - uśmiechał się
- Jadłam mandarynki...
- Opalamy się?
- Bardzo śmieszne - miałam wściekłą minę, ale w środku płonęłam... Stare, brudne dresowe spodnie podciągnięte jak najwyżej, góra od stroju i włosy jak rażona piorunem.. Help...
- Nie denerwuj się, przyszedłem zobaczyć jak się czujesz..
- Aha..
- Ale widzę - zmierzył mnie - ,że w stanie jesteś całkiem dobrym - mina cwaniaka i zaczął się śmiać
- Głupol - sprzedałam mu mięśniaka.. Ale.. rozśmieszył mnie.. Odrazu zrobiło mi się wesoło.
- To nie bolało - i odskoczył, trzymając się za ramię
- Cholera.. Że też nie mam ogrodzenia.. - mój dom jeszcze się nie dorobił :) - nie wszedłbyś BEZ POZWOLENIA na MÓJ taras..
- Przegapić TAKI widok? Chyba żartujesz.. Skakałbym wzwyż...
- No to skoro już jesteś, nap..
- Tak, napiję się. Sam sobie przyniosę. Nie przeszkadzaj sobie.
Wszedł do środka, ja za nim. Pobiegłam się przebrać. Siedzieliśmy na tarasie i rozmawialiśmy jakiś czas. Nie ma to jak stara ekipa.. Nigdy się na nich nie zawiodłam.
Jaki z tego morał? Idę zjeść pomarańczę..

Coca-Cola life... 2005-04-30 22:36:51
skomentuj (14)